Herbarius Gin Original to nasza próba zmierzenia się z ginem, który z jednej strony szanuje klasykę, a z drugiej nie boi się powiedzieć czegoś własnym głosem. Gin przez lata był trunkiem, który często chował się za tonikiem, lodem i dodatkami. My chcieliśmy zrobić taki, który nie musi się za niczym chować, bo od początku miał być pełny, aromatyczny i wystarczająco wyrazisty, żeby obronić się sam.
Nie szukaliśmy tylko „ładnego” aromatu. Szukaliśmy czegoś, co nas zatrzyma przy kieliszku na dłużej. Dlatego zebraliśmy 13 botaników i zaczęliśmy układać je tak, jak układa się dobrą opowieść: warstwa po warstwie, bez pośpiechu. Jałowiec dał fundament, kardamon wziął na siebie rolę przewodnika, koper włoski wniósł słodycz i chłodniejszy, lekko miętowy cień, a pieprz kubeba dołożył ziołową głębię zamiast zwykłej pieprzności. Kiedy do tego doszedł korzeń arcydzięgla, wszystko zaczęło się układać. To właśnie on przyniósł ten aromat, którego nie da się pomylić z niczym innym – młodą marchewkę świeżo wyciągniętą z ziemi, jeszcze lekko wilgotną, ziemistą, czystą i zaskakująco elegancką.
I właśnie za tym aromatem poszliśmy dalej. Nie stłumiliśmy go cytrusami, nie przykryliśmy słodyczą, nie wygładziliśmy na siłę. Skórki cytryny, limonki i mandarynki miały dać tylko przygaszoną, szlachetną cytrusowość, lukrecja miała spiąć całość subtelną słodyczą, a liść strączyńca i anyżek dołożyć korzenny, zielny szept gdzieś w tle. W małej destylarni łatwiej usłyszeć takie rzeczy, bo nic nie dzieje się taśmowo. Tu można zatrzymać się nad jednym aromatem i zdecydować, że warto zbudować wokół niego cały gin. 🌿
Proces jego tworzenia jest prosty tylko wtedy, gdy opowiada się go w jednym zdaniu. Najpierw botaniki długo macerujemy w wysokiej jakości alkoholu zbożowym. Dajemy im czas, bo aromatu nie da się z surowca wyciągnąć pośpiechem. Potem całość trafia do naszego miedzianego alembiku. I tu zaczyna się najważniejsza część pracy – długa destylacja, spokojna, cierpliwa, prowadzona tak, żeby niczego nie zgubić, ale też niczego nie przepuścić tylko dlatego, że szkoda byłoby odrzucić część destylatu. Miedź robi tu ogromną robotę: porządkuje, oczyszcza i wygładza, a my odcinamy przedgony i pogony, zostawiając tylko to, co naprawdę chcemy podpisać własną nazwą.
Właśnie dlatego ten gin nie smakuje „fabrycznie”. Smakuje jak czas, uwaga i kilka decyzji podjętych w odpowiednim momencie. Smakuje jak coś, czego nie zrobiono po to, żeby wpisać się w trend, tylko po to, żeby sprawdzić, dokąd zaprowadzi nas konkretna myśl i konkretne zioła. W małej destylarni nic nie marnuje się także w innym sensie – nie marnujemy dobrych surowców, nie marnujemy potencjału botaników i nie marnujemy okazji, żeby z klasycznego stylu zrobić coś naprawdę swojego.
A jak smakuje Herbarius Gin Original? Najpierw czujesz jałowiec i kardamon, potem wchodzą zioła, koper włoski, pieprz kubeba i spokojna, przytłumiona cytrusowość. Po chwili pojawia się delikatna słodycz lukrecji, a pod nią ten najbardziej charakterystyczny ślad: młoda marchewka, ziemista, świeża, prawie chłodna. To gin wyraźny, wielowarstwowy i bardzo „do degustacji”, nie tylko do mieszania. Dlatego mówimy wprost: nie musisz zaprawiać go tonikiem, żeby Ci smakował. Możesz, jasne. Ale spróbuj go najpierw solo albo tylko z kostką lodu. Wtedy najlepiej pokaże, ile dzieje się w nim od pierwszego wdechu do długiego, ziołowo‑korzennego finiszu. 🍸